*Furia 04: potańcówka*
Grudzień 16th, 2011 • Wydarzenia • Brak komentarzy
Skandalicznie spóźniona, długo oczekiwana, jak zwykle z mocnym wejściem. Po rocznej przerwie pojawia się znowu:
FURIA Nr 4
Tym razem Furia zarasta, wrasta, kłuje, kręci się, wije, drapie, łaskocze, bowiem jej tematem przewodnim są wszędobylskie WŁOSY. Nie tylko na głowie. Przede wszystkim gdzie indziej. Z numeru dowiecie się m.in. o wynikach furiackiej ankiety na temat owłosienia miejsc intymnych, co ma wspólnego depilacja z rasizmem, dlaczego naga małpa jest naga, kto nas ogolił, jak mszczą się włosy i co może zarośnięte ciało.
W „Furii” nr4 także: o seksie trans i kłir, fotografiach Lorena Camerona, płci getta, obozowej poezji lesbijskiej Guty Słowatyckiej, filmach Lisy Cholodenko, poliamorii Emmy Goldman i androgynii Tildy Swinton. Numer obfituje w fotografie Patrycji Dołowy oraz prozę Moniki Mostowik. Czytaj więcej »
Aleksandra Magryta: Chciałabym mieszkać z pięćdziesięcioma lesbijkami
Listopad 29th, 2011 • Furia #3 • Brak komentarzy
– o nieheteronormatywnych wspólnotach mieszkaniowych.
Czy zastanawiałyście się kiedyś nad tym, jak chciałybyście mieszkać? Gdzie, z kim i na jakich zasadach? Czy przeszło wam przez myśl, aby zamieszkać z ludźmi, którzy są wam bliscy, lecz niekoniecznie należą do waszej (biologicznej) rodziny? Lub że ciekawie byłoby mieszkać w otoczeniu ludzi o podobnych poglądach? Stawiając sobie te pytania, uświadomiłam sobie, jak bardzo chciałabym mieszkać właśnie z taką grupą osób, która ma podobne poglądy do moich, dla której nie istnieje podział obowiązków domowych na „męskie” i „damskie”, i dla której moja orientacja seksualna nie odgrywa żadnej roli. Czytaj więcej »
Michelle Tea: Valencia, rozdział 11. Tłum. Anu Czerwińska
Listopad 26th, 2011 • Furia #3 • Brak komentarzy
No więc tak: w tydzień po Nowym Roku stało się coś smutnego. Taka mała kropla w morzu goryczy. Byłam w smętnym barze, obłe świeczki powkładane do szklanek tliły się na każdym stoliku. Organizowałam slam dla dziewczyn. Niby chodziło w tym wszystkim o poezję, ale laski robiły różne rzeczy: śpiewały z playbacku, bawiły się pacynkami, piłą mechaniczną, a jedna naga laska zagrała nawet na wiolonczeli. A potem odstawiła jakiś taniec, prawdopodobnie tribal. Albo swoją poronioną interpretację na ten temat. Ta laska była zazwyczaj na prochach, namawiała mnie, żebym uprawiała z Iris seks w jej nowych filmach porno. Jechała na kwasie, extasy i spidzie, miała coś około dziewięciu fryzur na raz – zgolony łeb, do tego kosmyki, kilka kolorów, kitkę – tego typu rzeczy. Jakiś czas później o mały włos nie miałabym z nią romansu. Serio, chciałam go mieć. Ona dosłownie świrowała na tych dragach. Niestety jej matczyna dziewczyna trzymała ją sztywno w pionie. Czytaj więcej »
Anna Zawadzka: Władza kręci
Listopad 26th, 2011 • Furia #3 • Brak komentarzy
Ludzie dążą do „czystej relacji” – o tej tezie brytyjskiego socjologa Anthony’ego Giddensa wspominała już w pierwszym numerze „Furii” Dominika Dzido [1]. Czystej, to znaczy równej, opartej na komunikacji, funkcjonującej na zasadzie consensusu lub przynajmniej obopólnego kompromisu. Takiej, w której strony werbalizują swoje potrzeby i uzgadniają ze sobą, jak ma wyglądać ich związek.
Model „czystej relacji” to dziecko emancypacji. Ma ona neutralizować wpływ nierówności społecznych na prywatne życie jednostek, być tamą dla ślepych mechanizmów, rugować to, co nieuświadomione, działające siłą rozpędu. „Czysta relacja” zastępuje, zdaniem Giddensa, stary model patriarchalnego małżeństwa, o którego charakterze decydował genderowy podział ról. Nie podlega on negocjacjom, bo jak negocjować coś, co nie jest nawet nazwane? Jak majstrować przy czymś, co uważane jest za decyzję Boga lub zrządzenie natury? Takie małżeństwo to kontrakt. Przyświeca mu duch pragmatyzmu. Aspekt finansowy – praca domowa, opiekuńcza i seksualna kobiety w zamian za zapewnione przez mężczyznę utrzymanie – jest w nim bezwstydnie jawny. Tylko czasem skrywa go cienka zasłona uczuć. W kontrakcie małżeńskim nie upatrywano niczego zdrożnego, dopóki romantyzm nie wprowadził do małżeństwa miłości. Dotąd jej miejsce było w nadwornych romansach, pieśniach trubadurów, namiętnościach kochanków, mitach o niespełnieniu. Wraz z romantyzmem stała się ona powinnością także małżonków, urastając do rangi najważniejszego spoiwa związku. Czytaj więcej »
Marta Konarzewska: Poza władzą narracji
Listopad 26th, 2011 • Furia #3 • Brak komentarzy
„Wypłakałem zbyt wiele łez rozdzierającym serce świtem”
A. Rimbaud
„Naturalne zachowanie nie jest niczym innym jak pozą”
Oscar Wilde
„Strike a pose”
Madonna
Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś taki jak ja może zostać lesbijką. Słucham tych wszystkich dziewczyn, które mówią o zabawie samochodami, grze w kapsle, kumplach z podwórka i myślę sobie – nie, to nie moja opowieść. „Majstrowałam procę z patyków i kamienia. Ty nie?”. Ja? Ja się bałam, że obetrę sobie kostkę, zwichnę palec, że zmarznę. Byłam drobna, chorowita, i w zasadzie – śliczna. Najbardziej na świecie dziewczynkowata dziewczynka. Wszystko co śliczne cieszyło wzrok i opuszki palców. Koniuszek języka na malinowej szmince, perliste błyszczyki. Nie lubiłam Fizi Pończoszanki, jej brudnych stóp, ani jej głupich sterczących kitek. Zawsze wydawało mi się, że te kitki ma tłuste, a z nosa nieustannie wystaje jej suchy gil. Jakie to niefeministyczne, choć jestem feministką. Jakie nielesbijskie, a przecież jestem lesbijką. Nie chciałam być Fizią, chciałam być Małą Księżniczką z brokatem na rzęsach i loczkami niczym miękkie sprężynki. Byłam Patrickiem ze Śniadania na Plutonie, kiedy patrzyłam na kobiety. Zagapiona, w rozdziawieniu ust, których wtedy jeszcze nie wolno mi było malować, w zauroczeniu. Naśladowałam ich ruchy, kopiowałam spojrzenia. W dżinsowych spodenkach, z grzywką ciachniętą na pazia, zazdrościłam piersi spod opiętych sukienek, lakieru na włosach, niebieskich powiek, długich kolczyków. Przebierałam się za Urszulę, potem za Madonnę. Rozchylałam usta niczym ona, przymierzałam się swoimi, niezdarnymi – do jej – wyrafinowanie seksownych na plakacie. Chcę mieć brzuszek biały i miękki jak budyń – pozowałam. Tam, w lustrze, byłam nią. Czytaj więcej »
Konarzewska: Kolorowa Niepodległa: gdzie indziej miałabym być?
Listopad 14th, 2011 • Furiotony • Brak komentarzy
Co ma do tego szkoła? Ano niestety: przeciętny szkolny apel na 11. listopada nie rożni się w swej wymowie zbytnio od Marszu Niepodległości (…) Czy w imię „przyszłego wspólnego świętowania” mamy dalej wciskać młodzieży ten kit?
Gdzie miałabym być 11 listopada, jeżeli nie na święcie patriotycznym? Jestem feministką, lesbijką i mam poglądy lewicowe, ale nigdy nie mówiłam, że nie jestem patriotką. Jestem. Zajmuję się polską literaturą, polską kulturą i polską edukacją. Cieszę się z Polski – wolnej i bez barier. Ze wszystkiego, co idzie za słowem „niepodległość”. Cieszę się i pragnę to uczcić. Czytaj więcej »

