Anna Laszuk: Wstępniak #1

Nareszcie! Znowu mamy „Furię” i nie zawahamy się jej użyć! Znowu, bo „Furia” – choć wściekła i skrzydlata – z nieba nam nie spadła. Jest córką „Furii Pierwszej” – literackiego feministycznego czasopisma lesbijskiego, które w latach 1997 – 2001 wydawało Stowarzyszenie OLA – Archiwum. Stworzyła je – ponad 10 lat temu – Olga Stefaniuk, ówczesna przewodnicząca stowarzyszenia, i dobrze pamiętam emocje wokół początków pisma. Od entuzjazmu – nareszcie pismo dla lesbijek!, po krytykę – że nie ma w niej ogłoszeń towarzyskich, że teksty za ambitne, że pismo nie przypomina kolorowych magazynów. A jednak Olga Stefaniuk dobrze wiedziała, czego chce i z perspektywy lat wyraźnie widać, że miała rację. Takiego pisma nigdy później nie było. Wraz z Joanną Mizielińską (stanowiły merytoryczny trzon zespołu redakcyjnego) od początku myślały o czytelniczkach, które wolą wysoką półkę. To w „Furii Pierwszej” znalazły się pierwsze polskie przekłady Judith Butler, pionierskie badania Joanny Mizielińskiej na temat polskiego lesbianizmu, fragmenty obcojęzycznej literatury lesbijskiej nie tłumaczonej wtedy w Polsce (i – co dziwne, ale prawdziwe – nieobecnej w księgarniach do teraz), artykuły o sytuacji lesbijek w Indiach czy we Francji.

Wraz z zawieszeniem Stowarzyszenia OLA – Archiwum „Furia Pierwsza” przestała się ukazywać. Stare numery zyskały miano kultowych, tropione po bibliotekach i prywatnych zbiorach przez nowe pokolenia czytelniczek. Nowych numerów zabrakło, a pustego miejsca nie wypełniło nic w zamian. Nie pojawiło się żadne inne czasopismo adresowane do lesbijek i biseksualistek. Tu i tam, na papierze czy w Internecie, zyskały one swój kącik. Jednak w żadnym kąciku głos nie brzmi donośnie. Żaden z kącików nie wyczerpuje dyskusji na każdy temat – o wspólnej społecznej przestrzeni, o polityce, o literaturze i sztuce.

Myśl o REAKTYWACJI męczyła mnie długo, bo sama zostałam sfrustrowaną czytelniczką, bezskutecznie oczekującą, że może jednak coś powstanie, ktoś zrobi, co trzeba. Joanna Piotrowska, szefowa Feminoteki, pyta w takich chwilach: „To gdzie jest ta Trzeba, która przyjdzie i zrobi?” Pomyślałam: Widzę ją w lustrze. Do roboty!

Od podjęcia decyzji do wykonania zadania minął rok z okładem, bo roboty było dużo. Dzięki zaangażowaniu i determinacji wielu osób, które zaoferowały swoją pracę pro publico bono – udało się! Dziś otrzymujecie nową „Furię” i ponad 140 stron do czytania. Nie wchodzimy jednak do tej samej rzeki, dlatego Furia nie jest już Pierwsza, jest po prostu „Furią”. Nadal feministyczna, ale nie przypominająca już skromnego zinu z dawnych czasów. Bardziej radykalna, obszerna, nowoczesna. Inny jest wydawca, zespół i wizja, ale moc słowa „furia” z nami zostaje. Zostaje odwieczna energia nieustępliwych erynii, ze skrzydłami, płonącymi pochodniami i rozwianymi włosami, w których wiją się węże. Energia, której kobietom brakuje, żeby przerwać milczenie, żeby działać, dawać odpór, mieć odwagę, brać zamiast ciągle prosić.

Do kogo ma trafić „Furia”? Nie tylko do lesbijek. W REAKTYWACJI znajdziecie teksty o biseksualistkach, osobach drag czy queer. I o ruchu LGBT, który od lat krąży wokół kilku podstawowych tematów: widoczności osób nieheteroseksualnych, walki z homofobią i związków partnerskich. O tych ostatnich piszemy dziś głównie w kontekście zachodnich demokracji, bo tam funkcjonuje prawo, na którym z powodzeniem możemy się wzorować, o ile naprawdę dążymy do równych praw. Jeśli naprawdę – to z poczuciem ich oczywistości i zaangażowaniem politycznym, bez którego nie nastąpią żadne zmiany w porządku czy nieporządku społecznym.

Ale na szczęście życie – nawet nasze – nie toczy się na samych barykadach, piszemy więc w tym numerze o literaturze lesbijskiej ostatniej dekady, wystawie zdjęć i obrazów Lidii Krawczyk i Wojtka Kubiaka, o lesbijkach z powieści Witkowskiego, o prozie Agnieszki Kłos i londyńskim kabarecie Wotever. Literatura, sztuka czy popkultura zawsze znajdą w „Furii” swoje miejsce i dziś z przyjemnością mogę zapowiedzieć, że wiosną 2010 znajdziecie w „Furii” teksty o oglądanych u nas namiętnie amerykańskich serialach i najciekawszych komiksach rysowanych przez kobiety.

A kiedy mowa o kobietach, zawsze pamiętajcie o Furii! Bez furii kobieta zbyt często i łatwo zamienia się w „kobietę”. Oczywistą, a więc nieprawdziwą. Wytresowaną w „kobiecości”, a więc przeznaczoną dla czegoś lub kogoś, nie dla siebie. Naprawdę, Furia nie spada nam z nieba. Ona jest z nas.

Anna Laszuk



2 komentarze (Add Your Comment)

  1. fajnie ze się furia pojawiła
    są ciekawe artykuły, także dla gejów, nie feministów :)

    powodzenia

Trackback:

Skomentuj!

Formatowanie Możesz używać poniższych tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>